GTA 5 według Klocucha i Adama Kuczynskiego

Bardzo fajna recenzja GTA 5 przez Klocucha :).

Za to Adam Kuczynski przygotował mały gameplay, ale za to w jak oszałamiającej jakości :o.

Co ciekawe, film został wysłany 13.04, a premiera GTA 5 była dzień później :).  Adaś zainwestował w nową kartę graficzną, którą śmiało można określić jako monstrum (ta z lewej, po prawej stara karta) i podobno to ona była sprawca problemów:

Adaś także zapowiedział, że będzie robić speedruny z GTA 5. Możemy rozpocząć typowanie ile czasu zajmie mu przejście gry.

Szybcy i wściekli 7 recenzja

Miałem okazję zobaczyć najnowszą część serii „Szybkich i wściekłych”. Podobno przez wielu oceniana jako najlepsza część, ale ja podsumowałbym ją krótko – dużo wściekłości, mało szybkości.

Warto zobaczyć, jednak nie jest warty pójścia do kina.

Uzasadnienie:

Spojler Pokaż

Mapy z GTA 1 i GTA 2 wyeksportowane

Kilka dni temu pewien użytkownik GTAF podzielił się mapami Liberty City, Vice City, San Andreas, London, Manchester z GTA 1 oraz dzielnicami Downtown, Residential, Industrial z GTA 2 jako pliki programu do modelowania 3ds Max. W praktyce oznacza to, że mapy te będzie można teraz dowolnie przerabiać i dołączyć do prawie każdej gry – w szczególności do dowolnego GTA.

Nie trzeba było długo czekać, a już jest pierwszy projekt, który na mapach skorzysta. Użytkownik CRAZYGTASAINT wyjawił, że pracował kiedyś po cichu nad przeniesieniem GTA 1 w trzeci wymiar, ale zaniechał je, bo nie potrafił zrobić wielu rzeczy – w tym przekopiować mapę. Teraz być może wróci do zajęcia.

(tak, większego nie ma ;) )

Fan film GTA 5

Co prawda ten film nie pochodzi od hiszpańskich filmowców, ale zasługuje na uwagę. Jak trzej bohaterowie GTA 5 znoszą wprowadzony do gry system przełączania gracza między nimi?

Oraz film zza kulis, który zawsze warto obejrzeć.

Career Expo to porażka

Career Expo, które miały być tak zajebistymi targami pracy, do których potrzebny był specjalny bilet oraz strój „semi casual” były bardzo słabe. Nie były one tragiczne, ale oczekiwania były znacznie większe.

Zacznijmy od tego, że aby wejść do środka (a odbywało się to w hali Spodek, na który długo polowałem!) trzeba było mieć bilet wstępu. Ale jeśli się go nie miało, to można go było wyrobić 5 metrów przed wejściem. Więc jaki sens tego biletu? Przy wejściu na halę stała osoba, która skanowała nasze bilety… Tak na wypadek, gdybyśmy mieli podróbki kupione pod halą ;).

Wchodzę na halę, tak, magiczny Spodek tuż, tuż. O. Coś taki mały. W telewizji wydawał się być większy :/.

Na stronie internetowej reklamującej Career Expo przeczytamy o 260 wystawcach, którzy zaprezentują się na targach. Tylko że na targach w których ja uczestniczyłem było maksymalnie 10% z tego i jak widzimy na focie wyżej, można było spokojnie jeszcze trochę budek dostawić.

Największe kolejki były do stanowisk „zrób sobie nowe zdjęcie do cv” oraz „poprawimy twoje cv”, a nie do stoisk z ofertami pracy. Oferty pracy były z kilku dziedzin, ale wystawców zdecydowanie za mało, by dać odwiedzającym targi jakiś wybór. Prędzej „bierz co dajemy albo idź sobie”.

Na plus to, że nie było gazetek sklepowych z hipermartketów, ale jedno stanowisko należało do Jeronimo Martins. Oferują oni udział w letnich praktykach… W większości za ladą.

Opuściłem targi nieco rozczarowany, ale po chwili sobie uświadomiłem, że czego mogłem się spodziewać po targach organizowanych przez Gazetę Wyborczą? Mimo to, w Spodku byłem, narzekać nie mogę.

Kartka z pamiętnika akademikowego 7

Życie bez komputera? Jak tak?
Ostatnim razem gdy przyjechałem do akademika wprost z domu, współlokator z pokoju już był w naszym pokoju. Gdy wchodziłem do środka to byłem zdziwiony ciszą. Zawsze gdy współlokator przyjeżdżał to rzucał torby na środek i od razu wyciągał swojego lapka, by pograć muzykę, a po jakimś czasie dopiero zabrać się za rozpakowywanie. Przy okazji też pograł sobie w jedną grę, od której się uzależnił. Nie wiem co to za gra, ale rozgrywka prowadzona jest przez przeglądarkę internetową i grają tam inni ludzie. Chodzi sobie po mapie i atakuje wrogów, a walka wygląda trochę jak w Heroes 3.

Tak czy siak, w pokoju była cisza. Zaskoczenie, bo współlokator zapomniał wziąć kabla do ładowarki laptopta, więc komputer podziała maksymalnie kilka godzin. Byłem ciekawy czy tak uzależniona osoba przetrwa nieco ponad tydzień czasu. Dla mnie były to ciekawe obserwacje, bo lapka nie mam  i żyję, więc do uzależnienia mi daleko ;).

Już po przyjeździe widać było, że brakuje pomysłów co ze sobą począć. Poszedł więc spać (w środku dnia). Gdy się obudził wciąż brakowało pomysłów. W końcu nie wytrzymał i włączył lapka.

Nie wiem jak wy, ale wydaje mi się, że w takich sytuacjach należy ograniczyć używanie komputera do minimum, jedynie do celów koniecznych. O ile można pod cel konieczny podciągnąć przejrzenie fejsbuka, to 5 minut później była już włączona gra ;).

I w ten sposób jeszcze tego samego dnia lapek padł. „Obserwowany obiekt” postanowił się pouczyć. Wziął zeszyt, a po chwili zaobserwowałem zjawisko „latającego zeszytu” i określenia „pierdolę”.

Tak minął pierwszy dzień. Drugiego dnia współlokator poszukiwał po sklepach zasilacza. Znalazł, ale za 100 zł, więc odpuścił. Kolejne dni również upływały mu pod znakiem nudy, aż w końcu wpadł na pomysł, aby chodzić na komputer do sąsiada. Jak to sam stwierdził „5 minut dziennie by mi wystarczyło”. Miało być 5 minut, a skończyło się na dwóch sesjach, każda po maksymalnie godzince :D. Co prawda udało mu się przeżyć, ale coś czuję, że teraz, gdy już odzyskał ładowarkę, wszystko wróci do normy – czytaj powrót ze szkoły po południu, zasiadanie przed komputerem i spędzanie przy nim niemalże całego czasu aż do nocy.

Impreza z beką
Przez ostatni tydzień trochę się nakurwiłem. Byłem tak zirytowany, że musiałem się piwa napić ;(. I tak wkręciłem się na pewną imprezę w aku. Grali w alkochińczyka, ale jako że już wypiłem kilka piw i nie chciałem sobie spieprzyć tego wieczoru ( :D ) wolałem się jedynie przypatrywać grze oraz brać udział w rozmowach. Impreza wyszła naprawdę fajnie, od razu poprawił mi się humor. Ale największa beka była na końcu.

Alkochińczyk jak to alkochińczyk – pij, pij, pij. Wiadomo, ktoś w końcu padnie. Padł jeden (tylko?). Towarzystwo postanowiło to wykorzystać malując np. tradycyjne kutasy po mordzie śpiącemu graczowi. W pewnym momencie pijany student się przebudził i po chwili wyszedł na fajkę. My za nim. Mieliśmy trochę śmiechu z niego, a on nieświadomy też się śmiał, przez co byliśmy głośni. Na portierni był w tym czasie portier, któremu nic nie pasuje. Na moje oko to jakiś były SBek. W końcu przyszedł do nas z mordą „co wy się tak drzecie? Cały akademik jest wasz czy jak?”. To tylko spowodowało większą ilość śmiechów i chichów. Z jednej strony facet z kutasami na mordzie, z drugiej wkurwiony portier. Ten drugi chyba nie zauważył szczególnych oznak tego pierwszego, ale dobra :D.

Nie przestawaliśmy się śmiać, a portier wyjechał z tekstem do jednej dziewczyny:
-Z czego się pani śmieje? Chyba z własnej głupoty.
-Tak, z własnej głupoty, przepraszam. – odpowiedziała
W tym momencie nastąpił wybuch śmiechu wszystkich zgromadzonych =D. Jeszcze dostaliśmy kilka ciepłych słów od portiera, po czym wrócił na swoje krzesełko.

A ja całe zdarzenie nagrałem i odtwarzam je sobie, gdy mi smutno :).

Nie ma siedzenia na dupie
Jak już kiedyś pisałem, póki mam okazję zobaczyć jakieś miejsca albo w czymś uczestniczyć – to to robię. Ostatnio odbyła się pewna impreza na świeżym powietrzu z okazji premiery filmu „Szybcy i wściekli 7”. Mam mnóstwo fot i nawet wideorelację z tego wydarzenia, ale nie wiem kiedy to przejrzę, chyba nieprędko. Na imprezie były właściwie dwie rzeczy – pokaz szybkich aut oraz drifter wykonujący swoje popisowe akcje. Ludzi masa. Na plakacie reklamującym to wydarzenie pisano, że można sobie zrobić przy autach zdjęcie czy wsiąść do środka, ale dobrze było, jak stało się blisko samochodu ;).

Poniżej fota skradziona z internetu. Może gdy przejrzę swoje, to coś tu zamieszczę. A tymczasem do kolejnej notki!

Tomb Raider na Androida

Pierwsza gra z serii Tomb Raider została wydana w 1996 roku. Dziś, po niemal 20 latach, gra ta bez większych zmian (jak zapewniają twórcy) jest dostępna na Androida zintegrowana z dodatkami wydanym do pierwotnej wersji w 1998 r.

Niestety, ale Larą Croft pokierujemy tylko na tabletach, chociaż gra powinna się uruchomić na każdym urządzeniu z z Androidem 4.0 w zwyż, trzeba tylko grę wgrać ręcznie. W Play Store kosztuje 5,65 zł.

Z racji wieku produkcji nie spodziewajmy się super efektów specjalnych.

Prostokątne ręce :).