Silent robi na złość Rockstarowi

Niewiele osób na scenie modowania GTA potrafi pracować nad kilkoma różnymi grami z tej serii. Silent to wyjątek.

Kilka dni temu na YT pokazał on swoje dwie nowe modyfikacje dla III i VC. Pierwsza z nich to raczej ciekawostka – umożliwia zniszczenie samolotu pasażerskiego latającego nad miastem, jak było to obiecywane w filmach zapowiadających GTA. Druga modyfikacja jest już ciekawsza, pokazuje w stylu GTA 2 ile pieniędzy gracz ukradł zabitym przechodniom czy dostał za zniszczenie policyjnych helikopterów.

Spojler Pokaż

Naprawa komputera – dzień drugi

Pierwszy dzień naprawy zakończyłem na oddaniu „skrzyni komputerowej” fachowcowi.

Tego samego dnia zgłosiłem Telekomunikacji Polskiej… Znaczy się Orange, bo ich przejęli, ale chyba tylko nazwę, bo sztuczki i błękitna linia bardziej TP niż Orange przypominają. Zgłosiłem uszkodzenie lajfboksa, który mieli za darmo wymienić. Konsultant telefoniczny poinformował mnie, że wymiana jest możliwa w wybranych przez nich salonach i ma to załatwić właściciel telefonu albo osoba do tego upoważniona. A jako, że ja właścicielem nie jestem, upoważnienie to pewnie jakiś specjalnie skonstruowany dokument, którego nie posiadam, a właściciel jest osobą pracującą w tygodniu – wymiana będzie możliwa dopiero w sobotę. Dobrze, że łaskawie mają swoje salony w soboty otwarte!

Kolejnego dnia po południu zadzwonił do mnie informatyk, który naprawiał komputer. Wyrok – zasilacz i płyta główna. Odetchnąłem z ulgą, bo przynajmniej dysk przeżył. Fachowiec powiedział, że musi jeszcze trochę popracować, bo BIOS nie wykrywa procesora, ale to już kwestia zabawy i najpóźniej jutro z rana będę mógł komputer odebrać.

Tym samym kolejnego dnia oczekiwałem na telefon. Godziny mijały, cisza. „Coś jednak poszło nie tak”.

Wreszcie w okolicach późnej pory obiadowej otrzymałem telefon. Procesor już jest wykrywany, ale to nie koniec problemów. Fachowiec stwierdził, że po włączeniu komputera moja Viśta się wysypuje (niebieski ekran BSOD). Powiedział, że w Windows XP albo Windows 7 takiego problemu by nie było. Po czym dodał „co tam masz ważnego, to ja ci przegram i już formatuję”.

No kurwa! Dopiero co człowiek się cieszył, że zdjęcia, dokumenty i gry zostały zachowane, a tu wszystko ma iść w niepamięć. Tym bardziej, że tych danych jest całkiem sporo i są porozrzucane po całym dysku, więc sam nie wiem co ja tam mam :D.

„Ale to ja sformatuję tylko dysk C, co masz na D to zostanie”. Takie są skutki trzymania Windowsa i danych na jednym dysku. Dysk D był przeznaczony na odzyskiwanie systemu, więc tam nic ważnego dla mnie nie ma. Ale taki podział dysku był już jak komputer kupowałem, więc po co miałbym to zmieniać? Teraz wiem po co.

Jestem osobą, która nie lubi podejmować nagłych decyzji, bo często mogą być nierozważne ;). Wolę się chwilę zastanowić, wszystkie za i przeciw, a potem podąć decyzję. Oznajmiłem informatykowi, że muszę pomyśleć nad tym i za chwilę oddzwonię.

Dosyć szybko wpadłem na genialny pomysł – mam stary komputer, a na nim poczciwy dysk 30 GB z Windows XP i Windows 98. Jakby podpiąć ten dysk do mojego obecnego komputera, z niego wystartować system, to można by przeglądać zawartość dysku, który za chwilę miał zostać sformatowany. Następnie podłączyłbym swój dysk USB, przekopiował na niego wszystko co chcę i potem mogę się bawić w formaty.

Z moim przekombinowanym pomysłem podzieliłem się z informatykiem, który powiedział, że tak można zrobić. Chyba był jednak nieco wkurzony, bo już w myślach policzył sobie za format i instalację systemu dodatkowe pieniądze; ).

Chciałem jak najszybciej przekonać się samemu, czy po podłączeniu starego dysku wszystko zadziała. Fachowiec mieszkał kilkanaście kilometrów ode mnie, samochodu nie było pod ręką. Trudno, butelkę wody mineralnej na bagażnik i jadę rowerem :D.

Ale ze mnie głuptas, że nie włączyłem wtedy Endomondo! Miałbym sporo kilometrów nabitych z którymi mógłbym się potem podzielić na FB i liczyć lajki!
Ah nie, nie muszę się takim czymś chwalić.
No i nie korzystam z FB :<.

Fachowiec podłączył przywieziony dysk i się zdziwiłem – po odpaleniu Windowsa XP również pokazał się niebieski ekran. Windows 98 nie dał niebieskiego ekranu, ale zatrzymał się na jakimś komunikacie i również nie załadował pulpitu. Potem dopiero spec sprostował swoją wypowiedź.

Każdy Windows instaluje tylko jeden sterownik dla płyty głównej. Jeśli więc zamontuje się inną płytę główną, to wówczas system nie potrafi się „dogadać” z płytą i wyrzuci błąd. Dziwna sprawa, bo przecież sterowniki dla podzespołów komputera instaluje się przy włączonym systemie.

Mam więc sformatować stary dysk, zainstalować Windowsa i potem będę widzieć przez Mój Komputer wszystkie dostępne dyski. Może być ciekawie.

Wieczorem, gdy rodzice wrócą z pracy, komputer zostanie odebrany, a ja zacznę kombinować z formatowaniem. Myślałem, że najgorsze już za mną. Jeszcze nie wiedziałem ile pracy mnie będzie czekać.

Czy dzieci to śmieci?

„Dzieci-śmieci” to nieudolna akcja palikociarni. Nieudolna, bo już umarła w butach.

P. Janusz Palikot widząc topniejące słupki poparcia dla swojej partii politycznej, postanowił poszukać poparcia wśród wyborców. Tych najmłodszych.

Akcja miała pokazać młodym ludziom, że ich życie w tym kraju jest beznadziejne i wymaga natychmiastowej poprawy… Wiadomo kto tej poprawy miałby dokonać ;). A że najlepszym środkiem komunikacji z młodymi są portale społecznościowe, to pierwsze próby kampanii wyborczej zorganizowano na jednym z takich portali.

Wystarczy dobrze przyjrzeć się i zastanowić nad zamieszczonymi fotografami z młodocianymi trzymającymi kartki z różnymi komentarzami, aby wszystko obalić!

„Studiuję. Boję się o swoją przyszłość.” – skoro się tego boisz, to po co tam szedłeś?
„Chcę studiować logopedię. Nie umiem dobrze mówić o swoim kraju.” – więc chyba nie chcesz studiować w tym kraju?
„Dzisiaj student, jutro bezrobotny.” – sam sobie zgotowałeś ten los.
„Jestem hardcorem, bo mam robotę. Tylko szkoda, że na czarno…” – dzięki za cynk, odpowiednie służby zostały powiadomione ;). A tak nawiasem, wychwalanie się na internecie rzeczami, o których nie powinniśmy mówić, może się różnie skończyć.
„Uczeń liceum, przyszły bezrobotny.” – mając 17 lat przekreśla całe swoje życie. Nieźle.
„Mam dość tego Lublina! Wyjeżdżam!” – jest wiele osób, którym ich miasto się nie podoba z różnych powodów. Jeden wolałby więcej ścieżek rowerowych, inny więcej pasów ruchu. Nie da się każdemu dogodzić, prawda p. Palikot?
„Gdybym urodził się w Niemczech, miałbym własną firmę.” – yyy? Zanuciłem sobie „gdybym był bogaty…”
„Nie traktuj mnie jak śmiecia. Daj mi normalną umowę!” – pierwszy normalny komentarz.
„Studiuję politologię, będę wykładał chemię w supermarkecie!!!” – było.
„Biurokracja i wysokie podatki zabiją każdy mój biznes.” – widocznie wybrałeś zły biznes.
„Robię doktorat, nie stać mnie na wynajem mieszkania.” – akademik nie łaska?
„Skończyłem edukację. W Polsce nie ma pracy, uciekam do Londynu. W Polsce nie mam szans podjęcia pracy.” – czyżby twoja edukacja to marketing i zarządzanie?
„Nie mam pracy, bo nie studiuję. Nie studiuję, bo nie mam pieniędzy.” – pierwsza myśl jest nieco sprzeczna z poprzednikami, którzy podkreślają, że po studiach nie ma pracy.
„Średnia 4.5. Nie stać mnie na drugi kierunek.” – nie lepiej jeden dobry kierunek niż dwa byle jakie?
„Mieszkać w Lęborku to jak mieszkać na pustyni.” – było.
„Matura to bzdura!!!” – promocja zawsze się przydaje.
„Przyszła emigrantka.” – w wieku 17 lat wiedzieć co przyniesie życie, było.

Itd. Itp.

Przy okazji jeszcze atak na religię katolicką czyli palikociarnia w swoim żywiole. Nie wspominając o tym, że jest multum duplikatów – te same osoby, te same teksty tylko o innej porze dnia zrobione zdjęcia. Taki typowy sztuczny tłum.

Akcja miała na celu namieszać młodym ludziom w głowach poprzez różne stereotypy. Bądźcie mądrzy – nie dajcie się nabrać ;).

Zmartwychwstanie VC Rage

Kilka miesięcy temu deweloperzy VC Rage poinformowali o zaprzestaniu rozwoju modyfikacji.

Jednak wczoraj…

Naprawa komputera – dzień pierwszy

W takim tempie chyba nie dożyję nowego procesora.

Kilka dni temu na własnej skórze przekonałem się o znaczeniu „nie znasz dnia ani godziny” oraz „jedna decyzja może mieć wiele konsekwencji”. Padłem ofiarą MPPZN – Mocnego Pierdolnięcia Pioruna Z Nienacka.

Jak już wspomniałem, to wydarzyło się kilka dni temu. Dzień pochmurny, lekki deszczyk. Matka grała na komputerze w głupiego mahjonga, który jej niedawno zainstalowałem, a mnie tymczasem nie było w domu. Gdy już wróciłem, komputer był jeszcze włączony. Pomyślałem, że sprawdzę sobie szybko pocztę i poczytam wiadomości ze świata, bo przez cały dzień nie będę mieć czasu na to, więc tylko szybko rzucę okiem i wyłączam.

Za oknem po cichutku grzmiało. Trzeba było siedzieć w ciszy, by cokolwiek usłyszeć. Spoko, przecież zaraz wyłączę.

Rozpocząłem od przejrzenia wiadomości mejlowych. O, pozytywny komentarz na allegro za ostatnie zakupy. No fajnie. To teraz pora na dawkę wiadomości. Nic ciekawego, nudy, gry na Androida dla dzieci 4-letnich…

Nie potrafię dokładnie opisać co się w tej chwili stało, bo wszystko działo się za szybko i niespodziewanie.

Mimo, że burzy nie było, to nagle piorun z ogromnym hukiem uderzył w maszt telefoniczny, że aż trochę zardzewiałą skrzynkę z logiem Telekomunikacji Polskiej otworzyło. Wyładowanie atmosferyczne zaczęło podążać po kablu telefonicznym i rzekomo przeskoczyło także na linię napięcia. Do mojego domu dotarło zatem podwójne uderzenie.

Piorun dotarł do mojego gniazdka telefonicznego. Tam zamontowany jest rozdzielacz sygnału, z którego jeden kabelek idzie wprost do telefonu stacjonarnego, a drugi prowadzi do pokoju obok, gdzie był lajfboks Neostrady. Piorun wybrał sobie drugi kabel, który zmienił potem kolor.

Podążając za kablem, piorun dotarł do lajfboksa, który był na odległość metra ode mnie. Huk był tak głośny, że przez chwilę ogłuchłem na jedno ucho. Siła była tak duża, że kabel telefoniczny został wyrzucony z urządzenia.

W tym samym czasie podążał sobie piorun po kablach elektrycznych i jakimś trafem obrał sobie ten sam cel. Komputer się wyłączył, monitor zgasł, a ja byłem oszołomiony.

W pośpiechu i panice wyłączyłem listwę zasilającą, zauważając jednak, że monitor się zaświecił – więc działał, ale w pierwszej chwili tego nie zauważyłem. Pobiegłem do drugiego pokoju, gdzie był telewizor.

Wówczas pierdolnął kolejny piorun, który był głośniejszy od poprzedniego. Tym razem jednak nic się nie stało. Sprawdziłem jeszcze cały dom, oprócz komputera ucierpiał także sterownik temperatury do pieca centralnego ogrzewania. Każdy z sąsiadów miał jakieś straty – bo przecież burzy nie było! Takie coś to może się wydarzyć w górach, ale nie na nizinach.

Lajfboks śmierdział z daleka, można było nim potrząsnąć i nasłuchiwać, jak wszystko w nim lata :D. Akurat dwa tygodnie przed końcem umowy z TP takie coś! Bardziej jednak zmartwił mnie komputer. Niedawno przecież zainwestowałem w kartę graficzną i zasilacz, a teraz ma to się iść jebać?

Gdy więc burza odeszła nieco (a przynajmniej tak mi się zdawało ;) ) to chciałem sprawdzić co z komputerem. Ku zdziwieniu, listwa zasilająca, która po uderzeniu wytrzymała, nie chciała się już włączyć.

Monitor działa, głośniki niezniszczalne z 2001 również. Za to drukarka i komputer nie hulają. Nieco później sprawdziłem, ze w drukarce wystarczy jedynie wymienić kabel zasilający i zaczęła ponownie śmigać.

Pierwsza myśl co z komputerem – zasilacz (ale by się forumowicze Elektrody ucieszyli :D ). Nasłuchując kolejnych wyładowań wymieniłem zasilacz na stary, który akurat miałem pod ręką. Przy podłączeniu do prądu był jakiś odgłos, ale naciśnięcie przycisku włączania nie uruchomiło komputer. Po serii przekleństw postanowiłem od razu zawieźć komputer do naprawy. Jak się później okaże, wysiadła płyta główna i zasilacz, ale dzięki Bogu nie dysk twardy.

Po zawiezieniu komputera wciąż byłem w szoku. Wróciłem do domu i postanowiłem ogarnąć pokój, w którym na środku leżały kartony, kable i śrubokręty. Pozostawało jedynie czekać na telefon od fachowca. Może jutro?

Dziś już komputer mam sprawny, ale to nie był koniec problemów. Dalsze perypetie następnym razem ;).

Czy zgodzicie się z tezą, że rozróżnia się dwie grupy ludzi?
Jedni robią kopie zapasowe.
Drudzy wkrótce zaczną.

Czy Miroslav Klose jest „nasz”?

Mundial w Brazylii dobiegł końca i trzeba przyznać, że był to całkiem fajny i przyjemny dla oka turniej piłkarski. Poniżej kilka obrazków.

Spojler Pokaż

Mundial był fajny, ale może to i dobrze, że się skończył? W pewnym momencie myślałem, że zwymiotuję, gdy osoby siedzące w studiu zaczęły wyrażać swoje „och” i „ach” na temat NASZEGO Miroslava Klose.

Klose zapisał się jako legenda futbolu, zdobywając 17 bramek na mundialach, na których występował – rekord w piłce nożnej.

Mam jednak po dziurki w nosie pseudo dziennikarzy, którzy będą co chwilę podkreślać, że p. Klose urodził się w Polsce. Urodził, a wychował to dwie różne sprawy. Chciałbym, aby ci dziennikarze zadali sobie pytanie, kim dzisiaj byłby Miro, gdyby został w Polsce? Zapewne któryś trener powiedziałby mu, że jest za słaby w myśl polskiej myśli szkoleniowej i zablokuje jego karierę [tak było z Lukasem Podolskim - chciał grać dla polskiej reprezentacji, ale został uznany za słabego piłkarza. Tak słabego, że miał miejsce w niemieckiej jedenastce].

Miroslav wyjechał z Polski, gdy miał kilka lat i swoje początki w nowym kraju opisuje w wywiadzie dla Der Spiegel.

Aus Polen wollten meine Eltern weg, weil sie glaubten, dass es hier in Deutschland eine bessere Zukunft für uns geben würde. Mein Vater war Fußballer, er spielte sogar sowohl in der polnischen als auch in der französischen ersten Liga. Aber die Spieler verdienten nicht gut, auch meine Mutter als Handball-Nationalspielerin nicht.

Rodzice chcieli zapewnić młodemu Miro i jego siostrze lepsze życie. Lepsze, niż oni mieli, bo choć oboje byli związani ze sportem i jakieś sukcesy mieli, to w pieniądzach nie pływali. Stąd decyzja o wyjeździe.

Dzisiaj można spokojnie powiedzieć, że plan rodziców się powiódł.

To dzięki wyjazdowi za granicę, Miroslav stał się tym, jakim go znamy. I jest to wyłącznie jego sprawa, czy on siebie traktuje jako „naszego” czy „nie-naszego”, a dziennikarze niech zamkną jadaczki :D.

Bo co, jeśli p. Klose nie życzyłby sobie określenia „nasz”?  Mnie też spotkała ostatnio nieco podobna sytuacja.

Przed odebraniem dyplomu za 3 lata studiów dostałem do wypełnienia oświadczenie. Oświadczenie o tym, że wyrażam zgodę na szpiegowanie mnie. Czyli, że szkoła będzie mogła zwracać się do urzędów, sprawdzić czy powodzi mi się w życiu itd. Drobnym maczkiem było napisane, że wypełnienie deklaracji jest dobrowolne – więc nie wypełniłem.

Po pierwsze – i tak jesteśmy szpiegowani ;).

Po drugie – nie chcę, by szkoła, która mnie niewiele nauczyła, chwaliła się moimi osiągnięciami. Powiedzmy, że wygram w totka. Założę własną firmę, zatrudnię fachowców i mój majątek będzie się powiększać. A potem uczelnia powie „widzicie? On jest nasz!”.

Nie, dzięki ;). W części będę „was”, ale nie w całości. I być może tak sprawę widzi też Miroslav Klose.

Ale czy ktoś go pytał o to?

Przegląd modów GTA 22.07

Jak się tak spojrzy na niektóre bardzo fajne modyfikacje, w głowie rodzi się pytanie „czemu to nie działa w multi” :).

Zostań spajder menem!
Prace Julia (wym. hulia ;) ) pokazywałem już tutaj kilkukrotnie. Nie ma się czemu dziwić – koleś robi fenomenalne modyfikacje, szkoda tylko, że skupia się na GTA 4. W swoim ostatnim projekcie przeniósł Spider mana z filmu do gry i wyszło genialnie.

Tańczący z nożami
O ile pamięć mnie nie myli, to w Postalu można było rzucać nożami. Ta modyfikacja pozwala zrobić większy użytek z tej broni w GTA 4.

Rozpierducha na drodze
Przechodnie nie chcą się bawić „na pistolety”? Od teraz zaczną.

Gdy coś pójdzie nie tak…
Autor modyfikacji zaprezentowanej w filmie poniższej ma dobre pomysły, chociaż tutaj chyba nieco przesadził. Ja się uśmiałem.

Mystic Falls
Ładna mapa.

Postępy nad VCS dla VC
Obecnie istnieją dwa poważne projekty dodające VCS graczom komputerowym. Jedna ekipa chce to zrobić opierając się o GTA SA, druga – o VC. I o ile o pierwszej modyfikacji dla SA jest dosyć głośno, to konkurenci nie marnują czasu i przystąpili do dodawania misji VCS.

Zhakowany Max Payne 3 mp z helikopterem
Nie do końca GTA, ale autor jest znany ze swoich zasług dla społeczności GTA. W skrócie – w MP3 multi nie można kierować pojazdami, ale spryciarze znaleźli sposób na ominięcie tego. W tle filmu znana sentencja z GTA VC wielokrotnie zapętlona ;).