Traffic Racer recenzja android

Gry wyścigowe wydają się być monotonne. A jakoś mimo to potrafią być wciągające…

Od blisko dwóch tygodni gram w Traffic Racer. W dużym skrócie, gra polega na kupieniu ładnego autka, wybrania trybu gry oraz mapy, a następnie jazdy „przed siebie”. Gramy do czasu pierwszej kraksy lub aż do końca czasu (zależy od trybu). Podczas jazdy zbieramy punkty za szalone wyczyny jak np. jazda pod prąd czy doprowadzenia do sytuacji grożącej kolizją, które następnie przeliczane są na pieniądze. I tak w kółko…

Mimo prostoty, gra jest wciągająca, ale jednocześnie nie uzależnia, więc coś w sam raz na przerwy w nauce. Grafika jest ładna i cieszy oko. A co najważniejsze – Traffic Racer jest grą typu freemium – do pobrania za darmo, ale z schowanymi mikropłatnościami. Nie są one jednak koniecznym elementem gry, w przeciwieństwie do np. Asfalt 8, gdzie gracz w pewnym momencie stanie przed wyborem czy męczyć się kilka godzin, by zarobić pieniądze na nowy wóz, czy sypnąć autorom gry kilka złotówek na przyspieszenie procesu.

Minusów jako tako nie ma. Oczekuję jedynie, że w przyszłości pojawią się nowe trasy i nowe elementy rozgrywki jak nitro czy rampy.

Ocena: 5/5. Polecam!

Można ściągnąć z Play Store.

Heroes 3 na Androida!

Oprócz GTA Chinatown Wars (więcej niżej), na platformę Android pod koniec stycznia zostanie wydany Heroes 3. Wersja to oznaczona jako „HD” ma mieć ulepszoną grafikę w stosunku do oryginału, a także mieć działający tryb wieloosobowy, wraz z trybem kooperacyjnym.

Planowana jest także wersja na komputery, w którym tryb wieloosobowy będzie oparty o platformę Steam.

źródło

Ci z lepsza pamięcią pamiętają pewnie notkę o tym, jak uruchomić zwykłe Heroes 3 na Androidzie przy pomocy emulatora.

GTA Chinatown Wars na Androida

Fani GTA będą zadowoleni – Chinatown Wars, dotychczas dostępne jedynie na konsole przenośne oraz ajFony, jest od wczoraj dostępne dla urządzeń z systemem Android. Gra kosztuje obecnie 20 zł i ma ocenę 4,5/5 w Play Store.

Tym samym jest to już czwarta wersja GTA przeniesiona na Androida. Poprzednie trzy pochodzą z Ery III / 3D Ery (GTA 3, VC, SA).

Miałem okazję chwilkę pograć – działa ładnie, tylko nie widzę opcji wyjścia z gry :D.

Rozmawiaj jak chcesz

Dziękuje za oddane głosy w ostatniej ankiecie.

Ponad połowa głosujących nie ma problemu z obcokrajowcami gadającymi w swoim ojczystym języku w autobusie. To dobrze – bo mnie to drażni. Szczególnie jeśli sytuacja powtarza się co dzień-dwa. Ostatnio gdy wracałem pociągiem, to naprzeciw mnie usiadła Białorusinka (nie pytając czy miejsce wolne, więc od razu pierwsze wrażenie negatywne, bo dla mnie to brak kultury). Rozmawiała z 5 minut przez telefon po białorusku czy czarnorusku, ale potem zachciało się jej siku i się okazało, że potrafi się zapytać mnie po angielsku, gdzie w pociągu jest kibelek.

Jak potrzeba to potrzeba =).

Swoją drogą, gdybym ja pojechał do innego kraju to bałbym się mówić głośno ze znajomymi po polsku w autobusie. Może akurat komuś się to nie spodobać, a wtedy przed wpierdolem się nie ucieknie. Czytałem ostatnio w gazecie, jak jakiś obcokrajowiec dostał po mordzie za śpiewanie hymnu swojego kraju. Bo w sumie, jaki to miało cel?

Temat obcokrajowców w naszym kraju jest z pewnością ciekawy i można by o nim wiele dyskutować, ale zajmijmy się sprawami przyziemnymi :).

Za ponad dwa tygodnie święta. W miastach poustawiane choinki, w sklepach od miesiąca możemy już kupować ozdoby. To wszystko oczywiście zabieg komercyjny – im wcześniej zaczniesz zakupy, tym więcej kupisz, a na to liczą sprzedawcy.

Tydzień temu (koniec listopada) w sklepie była pewna młoda rodzinka (ojciec, matka i kilkuletni syn). Synek widząc łakocie z wizerunkiem Mikołaja zapytał się rodziców „kiedy kupujemy choinkę?”.

A z własnego doświadczenia wiem, jak rok temu matka chciała, bym kupił w Lidlu pewne ciasto „bo dobre i potem może nie być, a tak to na święta będzie”. Kupiłem na początku grudnia i zgadnijcie co? Po tygodniu już było zjedzone i trzeba było kupić następne :). Wpadłem więc w pułapkę, na którą liczą sprzedawcy. W tym roku już mi się to nie zdarzy.

Nieodłącznym symbolem świąt bożonarodzeniowych jest wspomniana choinka. Na jarmarku na mieście widziałem nawet jednego kolesia przebranego za choinkę :D, to już miazga totalna. Jak wygląda sytuacja z choinką w waszych domach? Stroicie ją w dniu Wigilii? Tydzień przed? A może już stoi?* Zapraszam do głosowania.

*mój nauczyciel z liceum miał dwójkę kilkuletnich dzieci i chwalił się, ze u niego choinka stoi od listopada do lutego, bo dzieciaki sprawdzają, czy jeszcze będą prezenty.

Ped Rising VC żyje! Tak jakby

Pamiętacie modyfikację Ped Rising dla GTA VC? Wiadomości o postępie prac urwały się w latach 2008-2009, a do tego czasu projekt prezentował się obiecująco. Wreszcie mieliśmy otrzymać prawdziwy zombie mod dla VC (Long Night to pośmiewisko), ale się nie doczekaliśmy. Osoby niewiedzące o czym piszę zachęcam do zobaczenia oficjalnej strony i strony na moddb.

Po kilku latach odezwał się główny autor Ped Rising, który oświadczył to, co wszyscy wiemy – modyfikacja nie wyjdzie i nie zostanie skończona.

Ale, ale…

Umieścił dwa filmy prezentujące grę, które łącznie trwają pół godziny. Wygląda naprawdę nieźle, poza kilkoma niedociągnięciami i kraszem, który miał miejsce w drugiej części filmu. Społeczność na GTAF próbuje nakłonić autora, by jednak wydał choćby kawałek Dead Rising tudzież przekazał projekt w dobre ręce. Do multi na pewno w sam raz.

Polski Bus opinia

Kilka tygodni temu miałem okazję skorzystać z usług przewoźnika o wdzięcznej nazwie Polski Bus (albo jak sami się zwą, PolskiBus.com). Chciałem wypróbować alternatywną możliwość przyjazdu do domu. Poniżej opis co i jak wraz z opinią.

Zakup biletu
Podchodzimy do okienka na dworcu, mówimy dokąd i dostajemy bilet? Prawie, bo wówczas płacimy „karę” 5 zł. Przewoźnik zachęca nas do zakupu biletu przez internet. Wybieramy datę wyjazdu, ewentualnie datę powrotu, początek i koniec naszej podróży, a po chwili dostajemy wykaz dostępnych autobusów. Ilość miejsc w autobusie jest ograniczona i obowiązuje wcześniejsza rezerwacja – nie zdziwmy się więc, że akurat biletów może już nie być. Ceny biletów zależą od ilości wolnych miejsc – im więcej, tym taniej. Innymi słowy, im wcześniej kupimy bilet, powinien on być tańszy. Ja kupiłem z wyprzedzeniem 2-tygodniowym i widniała cena 15 zł. Maksymalna cena na mojej trasie wynosi 18 zł, więc jedynie na piwo zaoszczędziłem.

To wszystko z 2-tygodniowym wyprzedzeniem, więc gdyby się okazało, że tego dnia nie mogę pojechać, musiałbym zacząć bawić się w zwroty biletów, co nie wiem jak może się zakończyć.

Potem przechodzimy przez etap zapłaty przez internet. W międzyczasie okaże się, że dopłacimy 1 zł za rezerwację, więc w moim przypadku wyszło 16 zł. Ulg, jak u każdego prywaciorza, nie ma. Kupiłem bilet powrotny również, więc ostatecznie zapłaciłem 32 zł. W przeglądarce internetowej otrzymałem wygenerowany dokument (bilet) i podobny otrzymałem na mejla. Można go wydrukować albo spisać jedynie numer rezerwacji – bo to najważniejsze.

Podróż 1
Mój autobus rozpoczął bieg w Zakopanem, miał zakończyć w Berlinie, a po drodze zatrzymać się w kilku miastach. Tak się składa, że tamtego dnia w Zakopcu spadł już śnieg i (jak potem okazało się z podsłuchanych rozmów w autobusie) były ogromne korki, więc autobus już zaliczył poślizg 20-minutowy, przy czym podróżni proszeni są o zjawienie się na przystanku 15 minut wcześniej – tak by załadować swoje rzeczy i punktualnie odjechać.

W międzyczasie przyjechało kilka innych Polskich Busów, każdy z nich opatrzony numerkiem na tablicy elektronicznej, więc musimy szukać „naszego” – numerek znajdziemy na bilecie, jest skrzętnie schowany w numerze rezerwacji.

Wreszcie przyjechał autobus, na który czekałem. Najpierw oczywiście wysiadali ci, którzy podróż już skończyli, otrzymali swoje torby, a potem zabrano się za pakowanie toreb wsiadających – nie były one oznaczane, więc teoretycznie można podpieprzyć czyjąś. Potem kolejka do środka. Każdy musiał pokazać bilet, część (w tym ja) miała go wydrukowanego na papierze, ale sporo osób stało z telefonami, na których mieli wgrany mejl z biletem. To oczywiście było nieco bardziej problematyczne, bo potem kierowca, który miał listę wszystkich wsiadających na danym przystanku, nie widział dobrze numeru rezerwacji i trwało to chwilę dłużej niż w moim przypadku. Spojrzał na moją kartkę, potem na swoją – ciach fajka na liście wsiadających – był komplet fajek, a akurat wchodziłem ostatni.

Wchodzę po schodach wyżej, pełno ludzi. Nie wiem czy na bilecie był numer fotelu, myślę, że nie. Znalazłem wolne miejsce na samym przodzie, w sumie to nawet dwa. Grzecznie zapytałem, czy można i usiadłem.

Po chwili z głośników puszczono nagranie, w którym życzy się pasażerom miłej podróży, prosi się o nie palenie itd. Oprócz tego informacja, że w autobusie jest wifi i pod siedzeniem gniazdko z prądem. Gniazdka nie znalazłem, bo już było ciemno, a o wifi to za dużo powiedzieć się nie da – włączenie Google trwało sporo czasu, nie mówiąc o jakiś bardziej złożonych stronach. Korzystałem głównie z GG, chociaż jak przez dłuższy czas nie dostawałem wiadomości, zorientowałem się, że mnie rozłączyło… I połączyło ponownie po wyłączeniu i włączeniu wifi dopiero.

Wyruszyliśmy z poślizgiem, ale czas przejazdu był w miarę punktualny. Podróż była komfortowa, cicha, towarzysz podróżny założył słuchawki i sobie drzemał. Na miejscu odebraliśmy nasz bagaż (jedna duża torba w bagażniku, mała przy sobie w autobusie – limit) i się rozeszliśmy.

Podróż 2
Powrót wyglądał niemal identycznie, tylko tym razem autobus jechał z Berlina do Zakopca, ale przyjechał przed czasem. Przede mną do autobusu wsiadała dziewczyna, którą określiłbym jako „córcia tatusia” – ojciec pilnował, by wsiadła do autobusu, na mnie krzywo gapił się przez chwilę, przypomniał córuni, by zadzwoniła jak będzie na miejscu, a kierowcy wypytał się jeszcze o szczegóły trasy. Kierowca za to go ponaglał, by spierdalał :D, bo musi odhaczać kto wsiada. Przy pakowaniu torby do bagażnika otrzymałem naklejkę z numerem – w przeciwieństwie do wcześniejszej jazdy, chociaż przy odebraniu bagaży nie pytali o kwit. Wsiadłem ponownie jako ostatni i zacząłem szukać miejsca. Usiadłem nieco bliżej środka autobusu, bo kolejny raz był niemal komplet. Gniazdka z prądem wciąż nie znalazłem, o wifi nadal nie ma co mówić, czasowo wszystko w porządku.

Było jednak coś innego od pierwszej podróży – pasażerowie. Wcześniej jechałem wieczorem, gdy większość była zmęczona i nie miała ochoty na głupstwa. Teraz jechałem po południu i z tyłu było towarzystwo, które wsiadło w Berlinie, więc z rana. Zachowywali się głośno to mało powiedziane. Całą podróż darli japę, z pół godziny komentowali kibel w autobusie. Gdy jedna dziewczyna z tej kliki stwierdziła, że pierwszy raz była siku w autobusie, po kilku minutach odezwał się chłopak „więc mówisz, że robiłaś to pierwszy raz w autobusie? HAHAHA”. To „HAHAHA” to już oczywiście cała grupka. Ludzi tylko spoglądali, co to za dziwacy, ale oni sobie nic z tego nie robili. Nikt z załogi Polskiego Busa nie zwrócił im także uwagi. Chciałem się pouczyć, ale tak mnie łeb zaczęła boleć, że po prostu cierpliwie przeczekałem – w końcu moja podróż zajmuje mniej niż półtorej godziny.

Przed moim wyjściem, grupa rozbawionych towarzyszy, których posądziłbym o bycie „po spożyciu”, chciała przeprosić wszystkich. Jeden osobnik zaczął mówić „trzy, czte-ry”, a po nim miało paść wspólne „PRZE-PRA-SZA-MY” jak dzieci w podstawówce. Zajęło im to dobrą chwilę, bo w momencie odliczania, część grupki już wypaliła co mieli powiedzieć. W końcu wspólne „PRZE-PRA-SZAMY”. A po chwili jeden dodał „będzie gorzej. HAHAHA”.

Oprócz tego zachowania innych pasażerów typu wietrzenie skarpetek (buty ściągnięte) czy zajmowanie dwóch miejsc (a każde miejsce z rezerwacją), które mnie drażnią.

Dlatego tej podroży miło nie będę wspominać.

Cenowo się opłaca
Maksymalna cena biletu w moim przypadku to 19 zł (chyba, że wyprzedane), a dla porównania na tej samej trasie kursują pociągi dwóch przewodników – Regionalne i Intercity. Cena ze zniżką studencką (połowa):
Regionalne: 13,50 zł. Bez rezerwacji.
Intercity: 18 zł. Rezerwacja.

Co oznacza, że ceny biletów bez ulg wynoszą odpowiednio 27 zł i 36 zł. Jeśli kupiłbym bilet na Polskiego Busa nawet z „karą” 5 zł za zakup w kasie, a nie przez internet, wychodzi mi 24 zł, czyli różnica do Intercity to aż 12 zł! To już całkiem poważny pieniądz.

Czy warto?
Jednoznacznej odpowiedzi nie da się postawić. Jeśli mamy zniżki na przejazdy kolejowe, to Polski Bus wyjdzie kilka złotych więcej, jeśli zniżek nie mamy to oferta przewoźnika autobusowego jest godna uwagi. Do tego podróż jest szybka i dosyć wygodna. Ostateczna ocena zależy więc od naszych współpodróżnych – hołota może się trafić. Tak samo jak w pociągu.

W moim przypadku Polski Bus wykonuje 3 kursy na dzień, kolej nieco więcej. Łącząc to z moimi ulgami studenckimi oraz systemem rezerwacji przez internet, to raczej nie będę korzystać z ich usług. Mówię oczywiście o chwili obecnej, bo w przyszłości to na pewno będę mieć ich ofertę na uwadze – gdy ulgi się skończą.

Kto wygra batalię o klienta?
Myślę, że rola autobusowych prywaciorzy będzie systematycznie rosnąć w najbliższych latach – jest coraz więcej przewoźników oferujących takie usługi, a Polski Bus jest z pewnością liderem w tej chwili. Przypuszczam, że coraz więcej osób zacznie testować takie oferty i odbije się to na przewoźnikach kolejowych. Może w ten sposób wymusi to na kolei obniżkę cen, a wówczas sytuacja na rynku przewozowym będzie dla podróżnych naprawdę ciekawa!

1151 osób na jednej focie

I wystarcza do tego aparat Nokii z 5 megapikseli.