Kartka z pamiętnika akademikowego 4

Dzisiaj krótko i treściwie. Wróciłem na krótko do domu, a mam pełno obowiązków.

Po przeprowadzce
W ostatniej notce pisałem, że będę zmieniać pokój. Mam to już za sobą, nowy współlokator jest całkiem w porządku, a co najważniejsze – chce się uczyć! Nie to co mój „były”, jak to mówię o swoim byłym współlokatorze.

Integracja piętra
Na piętrze, gdzie mieszkałem przez 1,5 miesiąca byliśmy ze sobą nieźle zintegrowani – każdy każdego znał, coś o sobie wiedzieliśmy i mogliśmy o wszystkim rozmawiać. Nowe piętro jest nieco inne – każdy zaszywa się w swoim pokoju i nawet na korytarzu się nie przywitają, a spuszczają wzrok w dół. O co chodzi?

Naliczyłem dotychczas z 3 parki, które mieszkają razem w pokoju i, jak to napisał Gudio pod poprzednią „Kartką” o moim akademiku:

Jedyny pozytyw u ciebie to charakter dziewczyn. Tutaj ciężko jakąś poznać, bo albo jest z chłopakiem all the time, albo zostaje przy starych znajomościach i nie chce nawiązywać nowych.

jest już teraz nieaktualne. Chociaż staram się rozkręcić towarzystwo i małymi kroczkami idziemy w dobrym kierunku – z sąsiadami dogaduję się bez problemu (akurat też parka), a sąsiad lubi muzykę z lat osiemdziesiątych jak ja i zaproponował kiedyś wypad na dyskotekę z muzyką lat 80. z naszymi partnerkami. O ja cię, to może być najlepsza dyskoteka na jaką w życiu chyba pójdę! Już nie tylko słuchać muzyki z tamtych lat, ale bawić się przy niej do rana – miodzio.

W sobotni wieczór zrobiliśmy małą imprezkę – ja, współlokator, sąsiad i sąsiadka, najpierw piwko w plenerze, potem przeniesienie do akademika, gdzie dołączyła do nas moja wybranka serca i spędziliśmy fajnie czas przy darmowej pizzy. Współlokator wypalił, że jego kumpel pracuje w pizzerii i zamawiał jemu pizze za darmo. Na co ja powiedziałem „to spróbuj coś załatwić”. Zadzwonił i naprawdę po godzinie przyjechała pizza.

Ciekawe co pomyślał dostawca, gdy się go pytaliśmy „czy zapłacona?”. „Tacy najebani, że nie wiedzą, czy zapłacili?”.

Na koniec chcieliśmy zrobić psikusa innej parce – chłopak w porządku, ale dziewczyna ma w nosie wszystkich, gdy z nią rozmawiasz to ona daje odpowiedzi „na odpierdol się”. Na korytarzu było kilka szaf i chcieliśmy jedną z nich przesunąć pod ich pokój. Wychodzę z sąsiadem, ale zauważamy uchylone drzwi – nie śpią. Reszta towarzystwa patrzy na nas wychylona z pokoju. Akurat w tym momencie z toalety wychodzi chłopak, który mieszkał w tym pokoju. Spojrzeliśmy w jego stronę i zrobiliśmy odwrót. Dziwnie to wyglądało.

Na końcu szafa wylądowała w jednej kabinie toaletowej. Są 3 kabiny, z czego jedna jest od miesiąca zamknięta z powieszoną kartką „awaria”. Otworzyliśmy ją (zna się sztuczki…) i kartkę przykleiliśmy na drugi kibel. W takim układzie
Kibel 1: szafa w środku.
Kibel 2: zamknięty z kartką „awaria”.
Kibel 3: otwarty, ale niesprawny, bez spłuczki.

Ubaw był niezły (jakiś najebany koleś próbował przeskoczyć szafę), ale kolejnego dnia wzięło mnie sumienie oraz jak się dowiedziałem, że było to dziecinne. Ah, jaki wpływ mają kobiety na nas facetów!

Świat jest mały
Ostatnio odbyły się targi pracy organizowane przez szkołę, drugie w tym roku akademickim, więc tempo niezłe. Akurat były one w niedogodnej dla mnie porze, więc wyskoczyłem tylko na godzinkę podczas okienka, pozbierać długopisy, flamastry czy jojo. O tych targach pracy nie ma co się rozpisywać, ponieważ były one niemal identyczne jak te, w których uczestniczyłem pół roku temu. Sporo nazw potencjalnych pracodawców się powtarzało, więc wciąż nie uzbierali wystarczającej liczby idiotów chętnych do założenia działalności gospodarczej.

W każdym razie, podchodząc do jednego ze stoiska, poczułem się nieco dziwnie. Kobieta, która stała po drugiej stronie, wydawała się mi jakaś znajoma, ale za cholerę nie umiałem sobie przypomnieć kogo mi przypomina. Gdy podszedłem do niej i się przywitałem, ta niemal od razu wystrzeliła:
– Nie wiem dlaczego, ale ja pana skądś kojarzę. Czy pan mnie zna?
– (w myślach – o kurwa)

Omal nie wybuchnąłem śmiechem, bo już byłem pewny, że my się znamy, ale nie wiedziałem kto to. Odparłem więc, że jej nie znam, a ona że spoko. Zaczęła opowiadać o firmie w której pracuje, ale jakoś jej specjalnie nie słuchałem, bo cały czas rozkminiałem kto to jest. I po wsłuchaniu się w jej głos skojarzyłem, że uczyła mnie dwa lata temu angielskiego na studiach. Kurwa, moja nauczycielka! Ale wstyd. Nie miałem żadnych pytań, zabrałem długopis, grzecznie podziękowałem i się pożegnałem, mając w myślach jaką gafę dałem.

Świat jest mały, spotkać 100 km dalej swoją nauczycielkę angielskiego, która teraz pracuje w poważnej korporacji, nieźle.

A kolejnego dnia przypomniałem sobie, jak ona się nazywała ;).

Słodkość
Ile dalibyście za ciasto widoczne na poniższym obrazku?

Spojler Pokaż

Poprawka dla neonów w Malibu

Znalazłem całkiem przypadkowo krótki poradnik, jak naprawić niedziałające światła Malibu. Nie żeby się przepaliły, ale programiści Rockstara zrobili złą instalację :).

Powyżej porównanie bez poprawki/z poprawką. Wygląda rzeczywiście ładnie.

Należy otworzyć notatnikiem plik VC\data\maps\oceandn\oceandN.ide, odnaleźć linijkę 3690, od_clubneon, od_clubout, 1, 100, 44, 21, 6 i zmienić 100 na 4000, po czym zapisać plik i cieszyć się neonami.

Najdroższe programy na Androida

Android Authority nie przestaje zaskakiwać. Wczoraj opublikowano listę najdroższych aplikacji. Maksymalna cena narzucona przez Google to $200, więc niektórzy postanowili zaszaleć.

Czego oczekujemy od programu wartego 700 zł? Lepiej nic, bo inaczej można się rozczarować. Większość aplikacji nie robi nic albo pokazuje jedynie widżet z obrazkiem ładnego kamienia szlachetnego.

Z pewnego opisu:

Jesteś bogaty i powodzi ci się? Chcesz kupić drogą apkę, po prostu dlatego, że możesz? Może chcesz zaimponować swoim biednym przyjaciołom? Pokaż im widżet, jakiego nigdy nie będą mieć. A może chcesz zrobić prezent dziewczynie? Po co kupować kwiaty, jeśli możesz kupować wirtualną biżuterię – rozwiązanie doskonałe! Kup teraz i dołącz do wyższej społeczności bogatych ludzi!

Nie zdziwię się, jeśli ten opis was nie przekonał, bo nie przekonuje nikogo, patrząc na ilość ocen ;).

Miasto w GTA 3 tętni życiem… Nie wiedzieliście?

Czy w 13-letniej grze można znaleźć coś nowego? Okazuje się, że można.

Pewien użytkownik GTAF zauważył, że niektóre budynki (a konkretnie te przeznaczone dla osób dorosłych) są zamknięte w ciągu dnia, a otwarte w nocy. Pod wpisem jest kilka komentarzy „nigdy tego nie zauważyłem”.

Szczerze – też tego nie widziałem.

Antywirusy na Androidzie to ściema

W Play Store jest pełno programów antywirusowych. Każdy z milionami pobrań, setkami komentarzy oraz bardzo dobrymi ocenami. A czy działają? Z tym bywa różnie.

Serwis Android Authority opublikował wyniki testu efektywności najpopularniejszy antywirusów. Wyniki pierwszej tabelki są brutalne – jedynie 4 z 11 antywirusów poradziło sobie z przynajmniej połową wirusów.

Według przeprowadzonych testów, największą skuteczność miał ESET, chociaż uzyskany wynik nie jest bliski ideału.

Warto sobie może zadać pytanie, czy naprawdę jest nam potrzebny antywirus? Przecięty użytkownik smartfona ogranicza się do ściągania aplikacji z Play Store, gdzie Google kontroluje nadsyłane programy, więc zagrożeń nie powinno być. A nawet jeśli, to żaden antywirus nie wykryje programów zbierających nasze dane (do niedawna przeglądarka Dolphin) albo jakiś program do SMSów, który ostatnio sobie zainstalowałem i wysłał cichaczem SMSy do wszystkich moich znajomych z linkiem do pobrania aplikacji…

Jest jeszcze wiara w ludzi

Dziękuję za głosy.

Wyniki mnie uspokoiły – nie wszyscy ludzie są pojebani :).

I to chyba tyle jeśli chodzi o komentarz… Przejdźmy do omówienia nowej ankiety.

Nowa ankieta dotyczy sytuacji, z jaką ja mam okazję spotykać się ostatnio dosyć często. Unia Europejska, otwarte granice i Erazmusy sprzyjają podróżowaniu po świecie. I z reguły, im ciekawsze miasto, tym więcej w nim obcokrajowców.

Z własnych doświadczeń wiem, że zagraniczni studenci przyjeżdżający do nas z Erazmusa, nie kwapią się do nauki języka polskiego, bo za kilka miesięcy wracają do siebie. Jestem to w stanie zaakceptować, ale za cholerę nie umiem znaleźć jakiegokolwiek wytłumaczenia na ich głośne rozmowy w autobusie. O ile wszyscy w autobusie rozmawiają po cichu, to oni z reguły są najgłośniejsi, tak że słychać ich na drugim końcu, a jadaczka w ogóle im się nie zamyka. Do tego jeszcze głośne śmiechy i chichy. Gdy raz pewna kobieta zwróciła im uwagę, to byli chwilę cicho, ale potem naśmiewali się z niej, bo i tak nie zrozumieli. Jednak 5 minut później byli zesrani, bo chcieli wysiąść na pewnym przystanku, ale nie wiedzieli na którym. Zapytali się po angielsku dziewczyny obok „do you know where…”, a ona na to „I can’t”. Potem do mnie podbili i mieli szczęście, że potrafię składać zdania po angielsku. Po wszystkim usłyszałem po polsku „dziękuję”.

Do dzisiaj się zastanawiam, dlaczego im wtedy wprost nie powiedziałem, żeby się zamknęli.

Zatem moją odpowiedź na pytanie w ankiecie już znacie. A czy wy macie podobny pogląd?

Kartka z pamiętnika akademikowego 3

Kurwa jego mać.

W sumie to mógłbym dzisiaj napisać o nowych znajomościach, śmiesznych perypetiach i ciężkim zakuwaniu. Tylko po co. Jest ciekawszy temat, który aż się prosi, by go opowiedzieć – moja wyprowadzka. Na razie na inne piętro w akademiku.

Czemu spierdalam?
Powody są dwa – piętro oraz współlokator. Obecnie mieszkam na najwyższym piętrze w akademiku i zanim się tam dojdzie z przystanku, który jest pod akademikiem, mija dobra chwila. Poza tym, mój korytarz jest najbardziej rozrywkowy ze wszystkich – jest kilku stałych imprezowiczów, kilkoro pierwszaków, którym woda sodowa uderza do głowy, do tego dodać znajomych po kieliszku wyżej wymienionych osób i jest całkiem wesołe piętro. Tak właściwie, to jedyne piętro, na którym coś się dzieje. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej źle.

Drugim powodem mojej ucieczki jest mój współlokator. Tak, wiem, kiedyś pisałem na tej stronie, że jest w porządku – bo tak jest. Można z nim pogadać, pośmiać się i wypić, ale bez przesady. Jest typem wiecznego studenta – ma na naukę wyjebane, na połowę zajęć nie chodzi, poprzedniej sesji nie ma zdanej, ale będzie mieć 100 poprawek, bo jeśli mieliby go wyjebać, to będzie się chwytać wszystkiego, byle do tego nie dopuścić. Poza tym, nie nadaje się on do życia z kimś. Ciuchy porozwalane, granie po nocach, laptop włączony 24 na dobę, odtwarzanie muzyki po całości z głośników (nawet gdy widział, że siedzę nad książką). Kilka osób stwierdziło, że mi współczuje, chociaż oni tak naprawdę wielu rzeczy przez zamknięte drzwi nie widzieli. Mówili mi, żebym go reformował, ale byłoby za dużo rzeczy do zmiany. A niektórych nawyków się nie oduczy chłopaka, który już czwarty rok mieszka w akademiku.

Anegdota
Wymyśliłem nawet małą anegdotkę. Jestem ciekaw, czy udzielicie właściwej odpowiedzi, bo wiele osób zgadło!

W pokoju mamy dwa krzesełka, jedno przy stole, drugie takie „wolnostojące”. Współlokator przywłaszczył sobie jeden jedyny stół jaki mieliśmy w pokoju i postawił na nim swojego laptopa, przy którym siedzi niemal cały czas. Wolnostojące stoi przy małej szafce, która w ostateczności też może posłużyć za stół (na brudne talerze współlokatora…).

Pytanie – które krzesełko jest moje, a które jego?

Spojler Pokaż

Decyzja
Doszedłem do wniosku, że nie ma co czekać i przenoszę się na inne piętro, gdzie będzie ciut ciszej i normalny współlokator. Chciałem tylko rozstać się w miłej atmosferze, bo przecież nie powiem mu wprost „jesteś zjebem i spierdalam od ciebie”. Natrafiła się idealna okazja, by załatwić to pokojowo. W ostatni czwartek odbyła się impreza po-Halloweenowa, bo w czasie, gdy był Halloween, to niemal wszyscy pojechali do domu (wolne przed Wszystkimi Świętymi). Ludzie mieli się przebrać, początek imprezy łagodny, a potem chlanie. Łatwo przewidzieć, że będzie hałas i rozpierdol, więc idealna okazja, by powiedzieć „stary, to jednak nie dla mnie, przenoszę się tam, gdzie będzie spokojniej, było miło”. I wszyscy kochają się i miłują. Czy aby na pewno?

Przyspieszona decyzja
Mój plan był niemalże idealny, musiałem jednak poczekać kilka dni do czasu imprezy. Niestety, ale nie wytrzymałem. W nocy z wtorku na środę współlokator wyszedł chlać, wrócił o pierwszej w nocy, a ja niemal zawsze musze wstawać o 6. rano. Obudził mnie, zaczął opowiadać jak tam laska, z którą był, rzygała i co on tam jeszcze widział. Następnie zaświecił światła w pokoju, zjadł wszystkie swoje produkty z lodówki, zagotował sobie wodę w czajniku, przejrzał FB z 10 razy i włączył sobie jeszcze film (przy włączonych głośnikach). Rzuciłem tylko „serio?”, a on siedział w milczeniu. Całość trwała jakąś godzinę i kolejnego dnia byłem cholernie zmęczony. Doszedłem do wniosku, że nie ma co czekać i spierdalać jak najszybciej, bo poprawy nie będzie.

Nie jestem sam
W czwartek rano wybrałem się do kierownika akademika. Nie byłem jednak sam. Ze mną była jeszcze koleżanka oraz jej współlokatorka, które mieszkają na tym samym piętrze co ja, kilka pokoi dalej. Im też przeszkadza hałas na korytarzu, ale mają też swoje powody. Współlokatorka koleżanki nie jest Polką, jest z (jebanego) Erasmusa i w styczniu wraca do siebie. Koleżanka bała się, że potem dadzą jej współlokatora takiego jak ja mam, więc póki jeszcze może, chciała się przenieść do znajomej, która akurat ma wolne miejsce w pokoju. Z kolei jej współlokatorka nie chciała zostać sama (heh). I tak oto w trójkę poszliśmy załatwiać formalności. Koleżanka wiedziała gdzie chciała iść, jej współlokatorka otrzymała wykaz 10 pokoi, w których jest miejsce, tylko ma się wpierw dogadać z mieszkającymi tam dziewczynami. Ja otrzymałem do wyboru… Dwa pokoje. A właściwie jeden, bo drugi z nich nie był daleko od mojego obecnego pokoju, więc za daleko od syfu bym nie uciekł. Miałem więc do wyboru jeden pokój, na fajnym piętrze, gdzie jest mniej ludzi, a moją sąsiadką będzie… Moja koleżanka. Jestem za.

Gdy wróciłem z zajęć, czyhałem na swojego nowego współlokatora. Co godzinę szedłem pod jego pokój, sprawdzając czy już wrócił – bezskutecznie. Współlokatorka koleżanki w tym czasie znalazła nowy pokój i już się wyprowadziła. Godziny mijały, a moje sprawy stały w miejscu.

Początek imprezy
Tymczasem impreza po-Halloweenowa zaczęła się rozkręcać. Przyszło sporo osób przebranych w różne, dosyć ciekawe kostiumy. Dużo znajomych twarzy, ale też sporo nieznajomych – mnóstwo ludzi jednym słowem. W ruch poszła wódka. Siedziałem w pokoju koleżanki, przepisując zadanie domowe na kolejny dzień i czekałem w niecierpliwości na swojego nowego współlokatora.

Wreszcie około godziny 22 zastałem go. Pogadaliśmy z 10 minut, wydawał się być ogarnięty i nie miał nic przeciwko mojej przeprowadzce. Jako, że w czwartkową noc nie będę się przeprowadzać, w piątek wyjechałem, potem jest kilka dni wolnych (11. listopada), to moje oficjalne przemeldowanie nastąpi w środę lub czwartek, co oznacza, że jeszcze 2 noce spędzę w swoim starym pokoju, ale to już powinno być do wytrzymania, czyż nie?

Co to kurwa jest?
Gdy wróciłem po pogawędce, zobaczyłem na swoim korytarzu jeszcze większą ilość osób, darcie mordy, roztrzaskane kieliszki i dym papierosowy. Koleżanka zaproponowała, że skoro ma teraz wolne łóżko, to mnie przenocuje. Słysząc odgłosy kolejnego stłuczonego kieliszka i coraz głośniejszą muzykę, doszedłem do wniosku, że to jest jedyne rozwiązanie na tamten wieczór. Tym bardziej, że największe skupisko ludzi na korytarzu było akurat obok mojego pokoju. Już widzę, jak wstaję rano.

Idę więc do swojego pokoju po kołdrę, po drodze jestem zaczepiony przez kilka najebanych osób, „czemu się z nami nie napijesz?”. Gdy już miałem otwierać drzwi do swojego pokoju, kolega stojący obok zapytał

-Czy chcesz tam wejść?
– (hmm) No.
-Na pewno?
– (eee) Tak. (Trup? Narzygane? – w myślach).

Otwieram drzwi. Mój współlokator z pięcioosobową grupą ludzi, stoją na środku przy głośnej muzyce i jarają. Nie wiem co, nie chcę wiedzieć. O ja pierdole. Widziałem ich oczy, gadali ze sobą, ale patrzyli w ścianę przed siebie. Zapytałem się współlokatora, czy ich zna. Zaprzeczył. No kurwa. Jeden z gości gadał z ukraińskim akcentem. Jeszcze mój portfel tam leżał, ale dzięki Bogu nic nie zniknęło.

Najpierw wziąłem ze sobą tylko rzeczy do spania, ale potem doszedłem do wniosku, że biorę wszystko – cholera wie co potem za zwidy mają po takim jaraniu. Kilka kursów z plecakiem i przeniosłem wszystkie swoje manatki. W tym czasie w moim pokoju włączył się czujnik dymu i współlokator nagle zesrany, panika, krzyczał by goście wypierdalali, ale im się jakoś do tego nie kwapiło. Wreszcie wyszli, zostałem sam – w oparach dymu, przy włączonej kontrolce czujnika dymu i głośnej muzyki z lapka pakowałem swoje rzeczy.

Gdy już zrobiłem ostatni kurs do swojego tymczasowego pokoju, spojrzałem na koleżankę, która przepisywała wykład z komputera. Nigdy nie widziałem jej tak wkurwionej jak wtedy i jeszcze nigdy nie rzucała takiej wiązanki przekleństw jak wtedy. Powiedziałem tylko „cieszysz się, że się przeprowadzamy, cnie?”.

Po godzinie 23. towarzystwo zostało rozpędzone przez portiera. Gdy obchód się zakończył, impreza miała zostać wznowiona, ale już tylko nieliczni wyszli ze swoich pokoi, po czym wrócili do siebie.

I w tych nieco dziwnych okolicznościach spędziłem swoją pierwsza noc poza swoim pokojem. Było kilka głupich docinków „czy masz gumki”, ale jakoś mnie to nie bawiło. Przespaliśmy kilka godzin i rano szkoła.

Swoje rzeczy na razie zostawiłem w jej pokoju, bo nie widziałem sensu nosić wszystkiego z powrotem do swojego pokoju, tym bardziej, że zaraz się będę przeprowadzał na serio. Przeniosłem jedynie rzeczy do spania, bo nie wiem kiedy ona dokładnie wróci. Wbiłem do swojego pokoju około godziny 8. Mój współlokator był już ubrany i nakurwiał gry na komputerze. Zrobił sobie już wygodnie, bo na moim łóżku leżały jego ciuchy.

Gdy zamykałem za sobą drzwi, cholernie się cieszyłem, że ta patologia się skończyła.

Gdy rano rozmawiałem z jedną dziewczyną z mojego piętra, opowiedziałem jej o jaraniu. Ta stwierdziła, że mam się przenieść do innego pokoju. Gdy jej oznajmiłem, że idę na inne piętro, była oburzona „no jak to opuszczasz nas? Przenieś się do innego pokoju, ale na naszym piętrze.”.

Nie, dzięki.

Dlaczego awanturuję się o zielsko?
Eh.

Spojler Pokaż